Szczepan TwardochSzczepan Twardoch Fot. YouTube

Śląski pisarz Szczepan Twardoch uważa, że gdyby nie duża oglądalność tego, co dzieje się w Sejmie, to Grzegorz Braun nie zaatakowałby chanukiji gaśnicą, Donald Tusk nie cytowałby manifestu „zwykłego szarego człowieka” w exposé, a Jarosław Kaczyński nie wyzywałby nikogo od niemieckich agentów.

Antysemicki gest Grzegorza Brauna nie jest wcale zaskakujący, skoro wydarza się w polskim sejmie, tym centrum politycznego performensu o znakomitej oglądalności. Należy do tego samego porządku, co exposé premiera Tuska, w którym cytuje on manifest samobójcy — tragiczne samobójstwo tegoż było również gestem performatywny” – napisał na portalu X (dawniej Twitter) pisarz Szczepan Twardoch, po raz kolejny wywołując swoim wpisem spore kontrowersje.

„W tym samym porządku wydarzają się przekraczający wszelkie granice śmieszności Kaczyński wyzywający Tuska od niemieckich agentów, cięte riposty marszałka Hołowni prowadzącego obrady jakby talk show prowadził czy jakieś pomniejsze muppety biegające z tabletami” – pisze dalej Ślązak.

Duża część obserwujących pisarzy internautów oburzyła się tym, że zestawia on ze sobą te trzy wydarzenia. Twardoch po raz kolejny udowadnia swoim wpisem, że trudno go zaszufladkować. Tym bardziej, że oskarżanie go o bycie „pisowcem” jest raczej absurdalne, bo ktoś, kto walczy o uznanie narodowości śląskiej, raczej nie wpisuje się w szablon wyborcy Prawa i Sprawiedliwości.

Pisarz ma jednak rację w tym, że ostatnio Sejm zmienił się w show telewizyjny. Świadczy o tym ogromna oglądalność obrad Sejmu na YouTubie i popularny twitterowy hasztag #Sejmflix, który nawiązuje do platformy streamingowej Netflix.

„Gesty te mają różne znaczenie, różną wartość moralną, wszystkie jednak są doskonale puste, pozbawione politycznej substancji, nie należą ani do porządku sprawowania władzy w jej weberowskim znaczeniu, ani do porządku dyskursywnego. Nie są przecież argumentami w dyskusji na agorze, bo też nie dzieją się na agorze, lecz raczej na proskenionie. Ich adresatem nie są przeciwnicy polityczni, lecz publiczność, której żywe zainteresowanie obradami Sejmu będzie jeszcze tę performatywność polskiej polityki wzmacniać” – uważa Twardoch.

Politycy świadomi bycia oglądanymi walczyć będą o własną widzialność, jednoznacznie utożsamioną z politycznym byciem. There is no such thing as a bad publicity — mówił P.T. Barnum, przedsiębiorca cyrkowy, a więc ktoś, kto mógłby być specjalistą również od polskiej polityki, gdyby nie umarł dawno temu” – pisze dalej śląski autor.

Twardoch uważa jednak, że „performatywność polityki sama w sobie nie jest fundamentalnym problemem”.

„Ktoś mógłby powiedzieć, że w ogóle całe nasze życie społeczne ma do pewnego stopnia performatywny charakter. Problemem jest jednak kiedy performens w polityce staje się najważniejszy, ważniejszy od realnego, od zasady rzeczywistości. Gestem performatywnym było zapewnienie o guzikach od płaszcza, które w połączeniu z ignorowaniem realnego zaprowadziło performera ku szosie na Zaleszczyki” – kończy swój wis autor takich bestsellerów jak „Król” czy „Chołod”.

SJ

X

Fot. YouTube

szkic zastrzeżony przez wydawcę tymzyjesz.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *