Mały Zgon prod. Canal+Mały Zgon prod. Canal+

Kto jeszcze nie widział Małego Zgonu – marsz przed telewizor i nadrabiać! Choć serial miał premierę telewizyjną w 2020 roku na Canal+, to wiele osób odkrywa go dopiero teraz, gdy produkcja pojawiła się na Netfliksie.

Tymczasem jest to jeden z lepszych polskich seriali ostatnich lat, a być może nawet najlepszy, jaki Polakom udało się zrobić w III RP.

Gdy Fargo spotyka Killer-ów 2-óch

Tak najłatwiej opisać klimat serialu, który stworzyli: Juliusz Machulski (odcinki 1-3 i 9-10), Maciej Kawalski (odcinki 5-6 i 8), Filip Syczyński (odcinki 4 i 7) oraz Piotr Domalewski.

Akcja Małego Zgonu toczy się na Warmii, co już czyni tę produkcję ciekawą, bo to słabo eksploatowany region w polskiej kinematografii. Zupełnie, jakby twórcy bali się dawnych ziem pruskich. A niepotrzebnie, bo to miejsce na mapie, pełne jezior, lasów i poniemieckich budynków z czerwonej cegły pomiędzy którymi polska władza ludowa wybudowała blokowiska, ma swój unikatowy klimat.

Można napisać, że Mały Zgon przywodzi na myśl Fargo braci Coen, ale – aby nie obrażać twórców – należy od razu doprecyzować, że chodzi o klimat łączący czarną komedię z kryminałem, a nie konkretne rozwiązania fabularne, bo nic tu nie jest „zerżnięte” na żywca z amerykańskiej produkcji.

Zresztą poza Fargo można wyczuć także inne inspiracje najlepszymi amerykańskimi serialami, jak choćby Breaking Bad, czy Ozark. Widz nie odnosi jednak wrażenia sztucznej amerykanizacji – proporcje są idealnie zachowane, a twórcy tak samo pełnymi garściami czerpią z polskich klasyków.

Jakich? Juliusz Machulski sięga tu do najlepszych dzieł z własnego dorobku. Wyraźnie czuć tu rękę autora Killera, Killer-ów 2-óch, Vabank, Vinci, czy Seksmisji. Oczywiście cechy wspólne Małego Zgonu i Killer-ów 2-óch są najwyraźniej zauważalne, bo mamy tutaj ten sam motyw – dwóch identycznie wyglądających mężczyzn, z których jeden jest życiową fajtłapą, a drugi niebezpiecznym kryminalistą.

Współpraca z młodszymi reżyserami i scenarzystami także widocznie dobrze zrobiła legendzie polskiego kina. Może to oni odpowiadają za wplecenie w klasycznego Machulskiego klimatu topowych amerykańskich produkcji?

Grabowski spisał się na medal, a nawet na dwa

Piotrowi Grabowskiemu należy się jakaś prestiżowa nagroda za to, co robi na małym ekranie w serialu produkcji Canal+.

Aktor miał trudne zadanie, bo musiał zagrać dwie zupełnie różne osoby. Poradził sobie z tym wyśmienicie. Choć Marek i Ryszard są grani przez jedną i tą samą osobę, to nikt nie miałby problemu z odróżnieniem ich od siebie, gdyby zamknięto ich razem w jednym pomieszczeniu.

Marka i Ryszarda różni wszystko – sposób akcentowania słów, postawa, chód, dobór słów i prędkość ich wypowiadania, a nawet gestykulacja i mimika twarzy.

Grabowski wspiął się tutaj na poziom Toma Hardy’ego, który w filmie Legend musiał zagrać Ronalda i Reggiego Krayów.

Równie jasno błyszczy Anna Seniuk, jako Teresa. Wiecznie pijana starsza pani kradnie każdą scenę, w której się pojawia.

Świetnie radzi sobie także Grzegorz Przybył, jako lokalny gangster Stefan. To w ogóle jest wielki plus tej produkcji, że nie wypchano jej jakimiś topowymi nazwiskami. Marcin Dorociński, czy Arkadiusz Jakubik to świetni aktorzy, ale dobrze jest wiedzieć, że w Polsce są także inni, którzy potrafią grać.

Kolejnym plusem jest pojawienie się w serialu wątków czeskich, włoskich, fińskich, litewskich i rosyjskich. Dodaje to naprawdę ciekawego klimatu, bo przecież jadąc do obwodu królewieckiego, na Litwę, czy nawet do Finlandii, zazwyczaj trzeba przez tę Warmię przejechać. No a czeska mafia jest pomysłem tak absurdalnym, że do komedii tego typu pasuje jak ulał.

Nie trzeba oglądać z napisami

Czy ten serial ma jakieś wady? Jeśli tak, to na chwilę po zakończeniu oglądania nie jestem w stanie sobie żadnych przypomnieć. Wszystko mi się podobało, ale to, co kupiło mnie najbardziej, zostawiłem na sam koniec.

Polskie filmy i seriale z ostatnich dwóch dekad mają tak straszny dźwięk lub zatrudnia się w nich tak dukających aktorów, że będąc polskim nativ speakerem i tak trzeba je oglądać z napisami. Tymczasem w Małym Zgonie da się zrozumieć każde słowo – nawet, gdy wypowiada je pijak, dziecko lub staruszka.

Teraz, gdy Mały Zgon jest tak łatwo dostępny, warto sprawdzić tę produkcję. Serial zasługuje na ocenę co najmniej 8/10, ale nie w zestawieniu krajowym, tylko w takim, w którym pojawiają się topowe światowe produkcje.

Szymon Grot

Fot. Canal+

szkic zastrzeżony przez wydawcę tymzyjesz.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *